Moja Mama niedawno ( 3 lata temu ) po niewyobrażalnych cierpieniach zmarła na raka płuc drobnokomrórkowego, czyli rozsianego. Chemioterapia rozpoczęła się natychmiast, Mama była leczona szczególnie agresywnymi cytostatykami, walczyliśmy półtora roku......od początku lekarze nie dawali mi nadziei.
W 3 dni po Niej odszedł Tata.... Jeszcze, gdy w nocy reanimowałam Mamę, nie wierzyłam, że Ona odejdzie.... jeszcze teraz, w 3 lata po tragedii, nie całkiem wierzę.....
cytuję słowa Jej onkologa: " Ona jest niewiarygodnie silna..."
Mimo to. Dlatego moje pytanie: czy Ktoś fachowy, lub doświadczony ( lub jedno i drugie) mógłby mi wyjaśnić: czy Mama musiała na to umrzeć? A jeżeli nie, to czego ewentualnie nie dopatrzyłam?.... Co przeoczyłam? Może herceptyna mogła pomóc? Pomózcie mi. Bo ja nadal nie wierzę..... pozdrawiam
Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź









