Zaloguj
Reklama

Jak krawcowa uratowała życie!

Autor/autorzy opracowania:

Kategorie ATC:


Jak krawcowa uratowała życie!
Fot. ojoimages
(5)

Kto z nas korzysta jeszcze z usług krawcowej? W dzisiejszych czasach wszyscy się gdzieś spieszą, a na każdym kroku można spotkać sklep z ulubioną marką odzieżową. Krawiectwo – wymierająca usługa. A szkoda, bo oprócz szycia na miarę niepowtarzalnych sukienek, krawcowa może nam jeszcze pomóc zadbać o zdrowie, a nawet ocalić życie. Nie wierzycie? Przeczytajcie!

Z zapisków prof. Jana Zielińskiego

Rok 1982

Zgłosiła się dzisiaj do przychodni pani Jadzia. Bardzo zdenerwowana. Już od progu w tempie karabinu maszynowego wyrzuciła z siebie lawinę słów. Dominowały takie raczej niecenzuralne, najłagodniejsze to było „głupia krowa“. Trochę
zdezorientowany, a nawet wystraszony (mimo wielu lat praktyki na położnictwie, nie jestem odporny na kobiece krzyki), z trudem przerwałem i w miarę spokojnie zadałem pytanie – co panią do mnie sprowadza?

Z historii choroby dowiedziałem się, że ostatni raz u ginekologa Pani Jadzia była 4 lata temu. Oświadczyła wtedy, że ona do ginekologa już chodzić nie musi bo „te sprawy“ ma już za sobą,  ale wysłała ją do mnie ........krawcowa (tu komentarz, że lepiej by się krowa nauczyła brać miarę, a nie się głupio tłumaczy ). Okazało się, że moja pacjentka 4 miesiące temu zaniosła do krawcowej drogi, zagraniczny materiał na spódnicę. Długo nie pokazywała się na przymiarkę, bo miała bóle brzucha, źle się czuła. Lekarz myślał, że to może woreczek, potem to wykluczył, ją ciągle coś bolało, odbijało się nieprzyjemnie. Gastrolog też nic nie znalazł. Stwierdził, że niektóre kobiety w okresie klimakterium tak mają, to tylko rodzaj nerwicy albo nadwrażliwe jelito.

Pani Jadzi było wstyd, że ona taka rozsądna i zrównoważona kobieta, a tu taka choroba. Leki tak naprawdę niewiele pomogły, nie miała apetytu. Widziała, że traci wagę, ale gastrolog pocieszał, że wreszcie trafią na odpowiednią dietę i przykre, ale niegroźne dolegliwości miną.

Dzisiaj nareszcie pani Jadzia wybrała się do krawcowej. Okazało się, że spódnica jest za mała w pasie i to dużo - o kilka ładnych centymetrów. Krawcowa stwierdziła, że Jadzia przytyła, sterczy jej brzuch i jak można tak o siebie nie dbać. Kobietę dosłownie poniosło, bo ostatnio jadła bardzo mało, kilka kęsów i już była najedzona, a krawcowa to pewnie źle wzięła miarę albo pomyliła klientki. Mistrzyni igły poradziła Jadzi, żeby poszła do..... ginekologa, bo wygląda jakby była w 4 miesiącu ciąży.

Słuchałem tej opowieści i jeszcze przed zbadaniem pacjentki podejrzewałem zaawansowanego raka jajnika - takich historii nasłuchałem się niestety dużo - o wiele za dużo. Badanie potwierdziło moje podejrzenia, skierowałem więc panią Jadzię na operację. Oczywiście trzeba poczekać na wynik badania histopatologicznego, ale guz był w badaniu ginekologicznym bardzo podejrzany.

Co będzie z kobietami, gdy będą ubierały się w ubrania gotowe, nie te szyte na miarę, krawcowe znikną, a medycyna nie znajdzie skutecznej metody wykrywania cichego zabójcy kobiet - raka jajnika? Odpowiedź jest prosta - ta opowieść to jeszcze jeden dowód na to, że kobiety cierpiące na uporczywe, nawracające bóle brzucha powinny być wysyłane na konsultacje do ginekologa – mogą wtedy zdążyć przed rakiem jajnika. Bo rak wcześnie wykryty jest wyleczalny.

(5)
Reklama
Komentarze